Jakub, nie odpowiedziawszy nic, wbiegł na schody, a ze schodów do komórki pod strych, gdzie były sznury, na których wieszano bieliznę i garstka grochowin27, na których zwykle sypiał. Tu zziajany, rozgorączkowany, wsparł się o jedną z belek i w najwyższym niepokoju począł wyglądać przez dymnik28, oczekując na coś...
Czekał niedługo, w kilka minut bowiem ukazał się na podwórzu jakiś Żyd w towarzystwie kobiety.
— Marcinie! — zawołała do bednarza kobieta — A gdzie to Jakub siedzi?
— A na co go wam?...
— Jak to na co?... — wtrącił Żyd. — Na to, żeby za szybę zapłacił, co ją zbił...
— I toście wy, Katarzyno, pokazali drogę do Jakuba? — spytał bednarz kobiety.
— Przecie to nie darmo — objaśnił Żyd. — Wuna ode mnie wódki dostanie...
— Widać, żebyście wy, Katarzyno, rodzonego ojca za kieliszek wódki sprzedali — mruknął pogardliwie bednarz.
— Nu, co tu dużo gadać — przerwał Żyd — pokazujcie, Katarzyno, bo ja nie mam czasu.
Zawstydzona kobieta milczała, spoglądając ukradkiem na dymnik, gdzie w półcieniu dostrzegła wynędzniałą twarz Jakuba.