— Idziesz, psia wiaro — krzyczał — czy nie idziesz?
— Jakże pójdę, kiedy mi nie chcą zapłacić? Dobrze by było za tego rubla spódniczynę sobie przynajmniej kupić!...
— No! — wrzasnął czeladnik — to teraz że mi się na oczy nie pokazuj, progu nie przestąp, bo cię na śmierć zabiję!...
I poszedł ku miastu.
Wieczorem, jak zwykle, mularze rozbiegli się. W nowym domu został na nocleg Michałko i — dziewucha.
— Nie idziesz? — spytał ją chłop zdziwiony.
— Dokądże pójdę, kiedy powiedział, że mnie wygna!...
Teraz dopiero Michałko zaczął się czegoś domyślać.
— Toś ty z nim siedziała? — rzekł z odcieniem żalu w głosie.
— A juźci — szepnęła zawstydzona.