— Ja tu przecie robiłem całe lato — odparł zafrasowany chłop.
W sieni ukazała się stróżowa, niespokojna o męża.
— Co się tu dzieje?... Kto to?... Może złodziej? — pytała.
— I, nie! Tylko ten oto gada, że robił przy fabryce, więc mu się tu nocleg należy... Durnowaty!...
Michałkowi zaświeciły oczy. Roześmiał się i pobiegł do stróża.
— To wy z naszej wsi? — zawołał przejęty radością.
— A bo co? — spytał stróż.
— A bo tak na mnie wołacie, jak w naszej wsi... Ja przecie „durny Michałko”.
Stróżowa zachichotała, a jej mąż wzruszył ramionami.
— Żeś durny, to widać — rzekł.