— Ale ja nie ze wsi, ino z miasta. Z Łapów! — dodał takim tonem, że aż zesmutniały chłop westchnął:
— Oj, oj! To pewnie musi być takie miasto wielkie, jak Warszawa?
— Takie, nie takie — odparł stróż — ale zawsze miasto porządne.
Po chwili milczenia rzekł:
— A ty swoją drogą wynoś się, bo tu sypiać nie wolno.
Chłopu ręce opadły. Żałośnie spojrzał na stróża i spytał:
— Gdzież ja pójdę, kiedy tak leje?
Trafność tej uwagi uderzyła stróża. Jużci prawda: dokąd on pójdzie, kiedy tak leje?
— Ha! — odparł — To i zostań, kiedy tak leje. Ino niech ci się w nocy nie zechce kraść. A jutro, zmykaj skoro świt, żeby cię gospodarz nie wypatrzył. Bo to bystry pan!
Michałko podziękował, poszedł do oficyn i po omacku wlazł do znajomej piwnicy.