Wtem, gdzieś niedaleko rozległ się huk, podobny do krótkiego grzmotu; potem drugi, głośniejszy.
Chłop spojrzał.
O paręset kroków na prawo, widać było szczyty rusztowań, a nad nimi jakby czerwony dym...
Stało się coś niezwykłego. Michałka ogarnęła ciekawość.
Popędził w tamtą stronę, poślizgując się i brnąc w kałużach.
Na niebrukowanej ulicy, gdzie stało ledwie kilka domów, kręcili się strwożeni ludzie. Krzyczeli i pokazywali sobie rękoma niewykończoną budowlę, przed którą leżały deski, połamane słupy i świeże gruzy. Nad wszystkim unosił się czerwony pył cegły.
Chłop przybiegł bliżej. Tam już zobaczył, co się zdarzyło.
Oto — nowy dom upadł.
Cała jedna ściana rozsypała się od góry do dołu, a druga — w większej części.
W poszczerbionych murach wisiały futryny, a duże belki przeznaczone do dźwigania sufitów opadły, pogięły się i potrzaskały, jak wióry.