*
Jeżeli istnieje raj ziemski, to jest nim niezawodnie kolonia „pod Dębem”. Cudna ta miejscowość, obok win „we wszystkich gatunkach”, limonady, biszofu17, piwa kulmbaskiego, kilku altanek, mnóstwa stolików i ławeczek, lokaja we fraku, dwu huśtawek i jednej karuzeli, posiada jeszcze strzelnicę z dwiema tarczami i wiatrówką, tudzież kanał z czółnem, w którym doskonale można by jeździć, gdyby nie brakło wody. Wykwintny Karol bawi tam już z półtorej godziny, wespół z szanownym Radcą i jego damami i stara się rozproszyć ich niepojętą melancholię swoim niezrównanym dowcipem, swoją zręcznością w używaniu huśtawki, a wreszcie całą swoją osobą ze wszystkimi nieocenionymi jej przymiotami.
Przy tym piękny Karol nie zasypia gruszek w popiele i już po raz trzeci stara się upewnić pannę Marię o swojej czułej sympatii. W tej chwili na przykład widząc, że kuzynka gospodyni kraje ogórki, mówi:
— Czy pani lubi mizerię, panno Mario?
— Tak sobie!...
— O, bo ja lubię, a szczególnie pokrajaną pięknymi rączkami...
Jakże zazdroszczę tym, którzy mają ukochaną żonę przy boku...
— Ach, mamo! Dlaczego ten nudny Adolf nie przychodzi? — przerywa urocza Mania.
Pan Karol triumfuje, rozumie bowiem aż nadto dobrze, co znaczy ten dziewiczy wybieg.
— A możebyśmy się na karuzeli pokręcili trochę? — pyta poważny Radca.