Gdyby teraz pan Łukasz miał przed sobą lustro, przekonałby się, że istotnie jest trupem — tak zmizerniał, wysłuchawszy adwokata.
— Kryspinie! — rzekł nieszczęśliwy, drżąc całym ciałem — więc wy jesteście w piekle?
— Bah!...
— I ja mam być w piekle?...
— Och!... — mruknął adwokat jakby zdziwiony pytaniem.
— A jakimże prawem wy mnie sądzicie?
— Tu, widzisz, jest taki zwyczaj, że hultaje sądzą hultajów — odparł Kryspin.
— Mój kochany — rzekł Łukasz, składając ręce — więc kiedy tak, to osądźcież mnie do tego oddziału, w którym sami bawicie!...
— My tylko tego pragniemy — odpowiedział adwokat — ale...
— Co ale?... Jakie ale?...