Pan Łukasz usiadł, pomyślał, napisał i oddał kartkę.

Prokurator czytał:

— „Od Łukasza X, właściciela domu... na ulicy... pod numerem... rubli srebrem trzy (rs 3) składa się na cel dobroczynny. Tamże znajdują się narzędzia mularskie29 do sprzedania tudzież różne lokale do wynajęcia po cenach umiarkowanych”.

Usłyszawszy taką deklaracją30 sąd osłupiał, adwokat przygryzł wargi, a diabeł aż się za boki brał ze śmiechu.

— Obwiniony! — krzyknął prokurator. — Tyś napisał reklamę dla swego domu, ale nie deklaracją. Kto robi ofiarę na cel dobroczynny i robi ją bezinteresownie, ten nie może jednocześnie załatwiać spraw majątkowych.

Po tej nauce podano Łukaszowi inny papier. Nieszczęśliwy, drżąc z trwogi, usiadł i napisał:

„Od nieznajomego dla ubogich kopiejek... piętnaście”.

Ale wnet przemazał31 wyraz piętnaście i napisał pięć.

Sąd odczytał deklaracją, sędziowie pokiwali głowami, ale zgodzili się, że jak dla Łukasza to i taka ofiara, byle bezinteresowna, wystarczy.

Wtem odezwał się diabeł: