Spostrzegła pantofel Łukasza.
Z początku wydał się jej bardzo zły. Że jednak nie było nic lepszego pod ręką, a chora noga widać bardzo jej dokuczała, więc... wzięła pantofel.
Pan Łukasz nie przeoczył ani jednego ruchu z tej sceny. Gdy zaś zobaczył, że uboga bierze pantofel i wychodzi z nim z podwórka, zawołał:
— Hej! hej! kobiecino, to mój pantofel!...
Żebraczka obejrzała się i odparła:
— A cóż wielmożnemu panu po takim łachu?
— Łach czy nie łach, ale zawsze on mój. Darmo go brać nie wypada, bo to wygląda na kradzież. Więc jeżeli nie chcecie mieć grzechu, to... zmówcie paciorek za duszę Łukasza!...
— Dobrze, panie! — rzekła baba i poczęła mruczeć pacierze.
„Jednakże ten pantofel miał jeszcze wielką wartość!” — pomyślał Łukasz.
A potem dodał głośno: