— Kobieto! kobieto!... Kiedy już wam darowałem takie obuwie, to zobaczcie przynajmniej, kto tam chodzi po moim mieszkaniu...
— Dobrze, panie! — odparła baba i poszła na górę, ciężko utykając.
Po upływie kilku minut wróciła i rzekła:
— Nie wiem, panie, kto chodzi, bo mi drzwi nie chcieli otworzyć!... Niech będzie pochwalony...
Zabierała się do odejścia, ale pan Łukasz jeszcze nie dał jej spokoju.
— Matko! matko!... — zawołał. — Za taki porządny pantofel moglibyście sprowadzić mi tu stróża.
— A gdzie on jest? — spytała baba.
— Pewnie na ulicy, tam, gdzie robią chodnik.
— Tam go nie ma, widziałam przecie.
— To może poszedł po wodę koło Zygmunta36. Sprowadźcie go, jakeście poczciwi!...