Widział tam słomę, papiery, skorupy, ale między nimi pantofla nie było...
Gdzież pantofel?... Rozumie się, że w piekle!
Pana Łukasza ciarki przebiegły. Otworzył lufcik i krzyknął do zamiatającego stróża:
— Józef! A gdzie podział się ze śmietnika mój pantofel?
— A podniosła go jakaś baba — odparł stróż.
— Cóż to za baba? — pytał starzec coraz bardziej zatrwożony.
— Jakaś biedna wariatka. Wciąż gadała do siebie, modliła się za dusze zmarłe i nawet kołatała do pańskiego mieszkania — mówił stróż.
Panu Łukaszowi robiło się na przemian zimno i gorąco, ale pytał dalej:
— Jakże ona wyglądała? Poznałbyś ją?...
— Co bym nie miał poznać. Miała jedną nogę owiniętą w gałgan i bardzo kulała.