— Aaa!... to ptaki w Warszawie znaczy błoto jedzą?

— Tylko piją...

— Aaa!...

W tej chwili napatacza się znowu jakiś chłopczyk z gołymi nogami, po szkocku.

— Która godzina, proszę pana?

— Kwadrans na czwartą...

— Mamo! ... zajdźmyż na te lody... — prosi panna Zofia.

— A zajdźmy!... Wiedźże nas, panie Bolesławie — odpowiada bardzo zachmurzona mama.

Jeszcze raz przecinamy aleję główną; pani zatyka nos, panna rumieni się, kawaler otwiera gębę, Franio czepia się za rękę matki, a Bibi plącze się między nogami swego kornaka15, który woła:

— Panie! panie!