— A ty, panie Bolesławie? ...

— Proszę o czarną kawę...

— A dla Frania ciasteczko — decyduje jejmość.

Markier znika i po pewnym czasie zjawia się z tacą pełną żądanych efektów.

— Ach! jakie małe porcje lodów! ... — dziwi się mama.

— Może państwo będą łaskawe zapłacić zara.

— Cóż to znaczy? ... alboż my uciekamy? ...

— Ja tego nie mówię, ale niektóre goście są takie, że wychodzą i nie płacą — wyjaśnia egzekutor.

Czuję, że jestem tak pąsowy, jak panna Zofia i jej mama, która, nie ociągając się dłużej, wydobywa woreczek i pyta:

— Co się należy?