— Puść mi pan rękę...
— Nie puszczę...
— Puść!... Pomyśl tylko, co z tego będzie? ...
Głos z daleka: Mamo!... mamo... gdzie mama?...
Głos bliżej: Ja tu, Maniu... chodź, chodź!...
Idźmy stąd; zostańcie w pokoju, szczęśliwi! Dusze wasze zbyt zajęte są w tej chwili, abyście mogli pojąć złowrogą przepowiednię, która padła na was z ust dziecka.
Jak cicho! ... tylko młody ptak skrzeczy w gęstwinie... Dlaczegóż i ja nie miałbym dzielić spojrzeń moich między gwiazdy jasne i kochające oczy?
Widzę jakieś światła. Tu błyszczą lampy altanki z wodą sodową, tam zapałka... Co mnie wreszcie obchodzą zapałki, woda sodowa i wszystkie wynalazki, kiedy dokoła noc, a nad głową niebo i drzewa szumiące?
Niby znam te miejsca, a nie znam? Zdaje się, żem zabłądził, i robi mi to przyjemność!
Obecnie doczekałem się takiej chwili, w której zachwyca nas osławione kwilenie ptaków i rozrzewnia zdyskredytowany księżyc. Jaki nawał uczuć!... zdaje się, że wyśpiewałbym całą duszę moją, która przecież jest inna, aniżeli u innych ludzi, ale... jeść już chcę, a przy tym obawiam się, aby miejsca nie zabrakło w „Kurierze”.