— Dałby Bóg — rzekła znowu matka — żeby się wróciły dobre czasy.

— Niech no by nie dał! — mruknął starzec, zaciskając nóż w pięści.

Matka spojrzała mu ostro w oczy:

— Co pan mówi, panie Dobrzański?...

Nauczyciel z gniewem ujął się ręką pod boki:

— A pani co mówi?...

Może byliby się pokłócili. Szczęściem, niańka wniosła duży półmisek pachnącej kiełbasy z sosem i drugi — tartych kartofli ze słoniną.

Nastała cisza i przetrwała do końca obiadu, na zaokrąglenie którego mama i pan Dobrzański wypili po szklance piwa.

Niańka sprzątnęła półmiski. Powstaliśmy z krzeseł, a nauczyciel mówił:

— „Dziękujemy Ci, Boże, za posiłek nam udzielony; bądź błogosławion w darach i we wszystkich dziełach Twoich. Amen!”.