— Za pozwoleniem! — przerwał pan burmistrz. — Wyjrzyj no, panie sekretarzu, czy kto nie podsłuchuje pod oknem.
Pan sekretarz zapewnił, że nikt nie podsłuchuje, a pan kasjer po przygrywce śpiewał dalej:
Może pójdę do niewoli,
Między dzikie ludożerce, —
Któż mnie pocieszy w niedoli,
Jeśli nie ty, lube serce?...
W tej chwili średnia panna burmistrzówna trąciła starszą.
— To do ciebie, Jadziu — szepnęła.
— Moja Meciu! — zgromiła ją siostra, rumieniąc się.
Gdy pan kasjer skończył jedną pieśń — proszono go o drugą. Następowała całkiem nowa przygrywka i wiersz: