— Niech ksiądz proboszcz powie temu bakałarzynie28... — sapał, cofając się, prezydent.
— Jarmarki otrębywać na gościńcu, a nie gadać o polityce!... — wołał nauczyciel.
Prezydent rozkrzyżował ręce.
— Jak Boga kocham, tak wyzwę abecadlarza na pojedynek! — krzyknął.
— Dobrze! — pochwycił nauczyciel — przypomnę sobie fechtunek na burmistrzowskiej skórze...
W tej chwili ksiądz proboszcz i dotychczas milcząca mama moja pochwycili ich.
— A, panie prezydencie!...
— A, panie Dobrzański!...
— Zarąbię!... — rzucał się nauczyciel.
— Zobaczymy!... — groził burmistrz.