Myślałem, że pan kasjer zemdleje z żalu nad swoim możliwym nieszczęściem, i nie wiem dlaczego, żałowałem, że nie połknął swojej nominacji.
— Także zdarzenie! — odezwała się mama.
— Więc i pani mówi o tym tak spokojnie? — zdziwił się kasjer.
— Nic przecież nie stało się panu.
— Ale mogło... mogło się stać! — zawołał.
Chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz potrząsnął głową. Następnie zaprowadził mamę do pieca i szepnął kilka wyrazów. Zdaje się, że mówił o połkniętych trzech rublach i że nawet w tym interesie wyszedł z mamą do drugiego pokoju na poufniejszą rozmowę.
W południe ukazał się pan Dobrzański. Mama wybiegła do niego.
— Słyszał pan... dziś w nocy!... — zapytała.
Kiwnął głową.
— Dużo wojska... dużo!... — mówiła matka. — Szli z trzech stron.