— Co? gdzie?... Tobie się marzy?...
— Przecież okna drżą...
Nauczyciel zerwał się z krzesła przerażony.
— Co ty mówisz, dziecko? — zawołał, chwytając mnie za rękę. — Gdzie okna drżą?...
— Drżą, panie...
— Ty kłamiesz...
— Nie, panie, ja słyszę...
Wziął mnie za drugą rękę.
— Przyznaj się — mówił — nie umiesz deklamacji i straszysz starego nauczyciela... To szkaradnie!
Patrzyłem zdumiony, myśląc, że stracił rozum. Cóż tak nadzwyczajnego, że trochę trzęsą się szyby?