— Pewnie dlatego, żeś za nim poręczył.
— Ależ ja to, com poręczył, najpunktualniej spłacam. Więc czego on chce?
— Właśnie to mu robi przykrość.
— Nie rozumiem — mówi Teofil.
— Ach! Ty niczego nie rozumiesz! Przypomnij sobie przysłowie: „Chcesz mieć wroga, pożycz mu pieniędzy”.
— Nie rozumiem... Ja przecież nie pożyczyłem mu, tylkom za nim poręczył.
— No, daj mi już spokój — przerwałem.
Mój kochany Teofil nigdy tego nie zrozumie.
Na domiar jest on dziwnie łatwowierny, co stawia go nieraz w fałszywej pozycji. Była przecie nawet w naszych stosunkach taka epoka, że mi Bóg wie jakie o nim myśli przechodziły przez głowę.
Zajmuje się on gorliwie polityką, czyta wszystkie możliwe i niemożliwe gazety (odcyfrowuje nawet szpalty zamazane tuszem!) i z całego świata zbiera pogłoski. Nie ma chyba w Warszawie człowieka, który by tyle co on wytworzył kombinacji politycznych i co rok nie spodziewał się wojny.