„Odsyłam hebanową laskę, a zarazem stare kalosze, prosząc o zwrot moich, nowych.”
Szczerze byłem kontent25 z tej zwięzłej i energicznej odpowiedzi. Uczucia moje jednak szybko się zmieniły, gdy w godzinę później zgłosili się do mnie jacyś dwaj panowie, a razem z nimi lokaj z pakietem.
Panowie przedstawili mi się, a jeden rzekł:
— Pułkownik Steinberg twierdzi, że pan posądził go o rozmyślną zamianę kaloszów. Stanisławie — zwrócił się do służącego z pakietem — pokaż kalosze pułkownika.
Wydobyto kalosze. Były one tak ogromne, że słoń mógłby w nich chodzić. Były z cholewami, a wewnątrz z cyframi Steinberga.
— Tak — rzekłem — to nie są moje kalosze.
Przeszliśmy do gabinetu, a jeden z dwu panów znowu zabrał głos:
— Więc przyznaje pan, że nadesłane kalosze nie są pańską własnością?
— To przecie jest widoczne.
— I gotów pan przeprosić pułkownika za wyrządzoną mu obelgę?