Ewcia jeszcze nie spała.
— Gdzie byłeś, Ludwiku?
— Na operze.
— Cóż grali?
— Fausta.
— Znasz go przecie.
— Ale zawsze lubię go posłuchać. Dobranoc, głowa mnie trochę boli.
Serdecznie ucałowałem Ewcię, ale duszę nurtował mi niepokój.
„Zobaczycie — myślałem — że ten przeklęty murzyn znowu narobi mi zmartwienia!”
Zasnąłem późno i późno obudziłem się na drugi dzień. Gdy zaś o jedenastej usiedliśmy z dziećmi do śniadania, Ewcia odezwała się niby tak sobie: