— Wiesz?... Odnieśli ci twoją faworytalną34 laskę.

Myślałem, że zemdleję; w oczach mi pociemniało. Nareszcie, zdobywszy się na ostatni wysiłek, zapytałem dosyć ostro:

— I któż odniósł moją laskę?

— Woźny z Teatru Wielkiego — odparła Ewcia.

Tego już było za wiele. Przez cały czas śniadania nie śmiałem ust otworzyć.

Gdy Ludwika i Mieczysław wstali od stołu, Ewcia odezwała się nieco przyciszonym głosem:

— Twoją laskę przyniósł kelner z restauracji „Pod Kometą”. Z osobnego gabinetu.

Gwałtownie odsunęła krzesło i wyszła.

Schwyciłem kij, i wsiadłszy w dorożkę, pojechałem „Pod Kometę” z zamiarem połamania Murzynka na grzecznym kelnerze. Ale człowiek ten rozbroił mnie jednym słówkiem.

— Tyś odniósł mój kij do domu? — zapytałem go.