Zacząłem wołać i pukać. Przybiegła pokojówka i kucharka.

— Co to jest? — spytałem, wskazując murzynka.

— Ten kij? To laska jaśnie pana — odparła kucharka, myśląc, że jestem nietrzeźwy.

— Skąd się tu wziął?

— Stał tu ciągle.

— Jak to stał? Przecież wziąłem go z sobą do Marcelina!

— Nie. Jaśnie pan do Marcelina wziął parasol, a kij wciąż tu stoi — objaśniała kucharka

Sprawiedliwe nieba!... A zatem zgubiłem, i to zgubiłem rozmyślnie, mój pamiątkowy parasol, a ten gałgan Murzynek został! Co powie Ewusia?

Zapukano do drzwi; lokaj przyprowadził doktora i felczera37. Nastawili mi nogę, obandażowali, obłożyli lodem. Alem nawet nie czuł bólu, wyłącznie zajęty straszną myślą, że zgubiłem parasol, i... co o tym powie Ewusia?...

A teraz — chyba zupełnie odgadłeś pan moją prośbę? Więc zaklinam cię na wszystko, co wielkie i święte: zrób o moim parasolu ogłoszenie. Napisz, że parasol ten stanowi drogą pamiątkę i że gotów jestem zapłacić znalazcy choćby 50 rubli. Ale ogłoś swój adres, a mego nazwiska nie wymieniaj, bo inaczej Ewcia dowie się o wszystkim.