Sobieską strasznie łamało po kościach, więc prosiła Ślimakowej o naparstek wódki. Dostawszy kielich, rozgadała się na dobre:
— Widzicie, było tak. Poszedł Grzyb i poszedł Łukasiak z Orzechowskim, ubrani jak na Boże Ciało. Pan wziął ich do kancelarii, a Grzyb ino se odkaślnął90 i zara pali od progu:
„Słyszelim, jaśnie dziedzicu, że pan chce sprzedać ojcowiznę. Sprzedać swoją rzecz kużden91 ma prawo, a drugi kupić, byle ino zapłacił jak się patrzy. Zawdy przecie byłoby niepięknie, żeby to, co pańskie dziady i pradziady przez tyli wiek trzymały w garści, a my, chłopi, naszą pracą uprawialiśmy, żeby taki interes miał przejść w cudze ręce. Zatem niech pan mienie sprzeda nam, swoim chłopom i włościanom, nie oglądający się na obcych ludzi, które takiej pamiątki nie uszanują”.
— Mówię wam — ciągnęła Sobieska — gadał tak ślicznie bez całą godzinę, jakby ten ksiądz na ambonie. Aż Łukasiakowi krzyże ścierpły, a wszyscy się popłakali. Dopieroż jak nie wzięli się chłopy do nóg schylać panu, a jak pan nie wziął ściskać ich za głowę...
— I cóż, kupią?... — przerwał zniecierpliwiony Ślimak.
— Co nie mają kupić?... Kupią!... — wykrzyknęła baba. — Ino trochę o cenę się rozchodzi, bo pan chce za każdą morgę sto rubli, a chłopy dają po pięćdziesiąt. Ale, mówię wam, tak płakali i całowali się, tak gadali, żeby była jedność między chłopem i panem, że pewnie gospodarze dodadzą z dziesiątek rubli, a dziedzic opuści im resztę. Josel mówi, żeby tyle postąpili, nie wyżej, ino nie śpieszący się, a pewniakiem dobiją targu... Mądry, psia wiara, Żyd!... Bez tych parę tygodni, co chłopi u niego radzą, taki ma przecie rozchód w karczmie, jakby się we wsi Matka Boska objawiła... Ach! Matko cudami słynąca!...
— A na mnie on wciąż buntuje gospodarzy? — spytał Ślimak.
— Buntować nie buntuje — odparła baba — ino tak czasem wścibi słówko, że wy już nie gospodarz, ino handlujący... Chłopy to są gorzej na was zajadłe aniżeli on. Nie mogą zapomnieć, żeście u nich kupowali kuraki po złotemu, a miernikom sprzedawali po dwa...
Skutkiem tych wiadomości Ślimak nazajutrz rano wybrał się do dworu i w południe wrócił kwaśny do domu.
— No i cóż? — zapytała go żona.