— O!... I żaden nic ci złego nie zrobił?
— Nie. Jeden mi ta ze zbytków czapkę na oczy nasunął i tyle.
— Tak!... u nich to tak. Albo cię, człeku, skrzywdzi, albo choć do rany go przyłóż. Jak co w niego wstąpi — zakonkludował Ślimak.
— Jak co w niego wstąpi — powtórzył Owczarz. — Ale fantazją to zawdy mają pańską. Tak psiekrwie waliły saniami z nowyższy100 góry, że mnie ciarki przeszły. Musieli się dobrze spić, bo żaden karku nie skręcił. Chłop na trzeźwo nie wyszedłby żywy z tej okazji.
Za chwilę dopędziło ich dwoje sanek. W pierwszych siedział jeden podróżny, w drugich dwu.
— Wy z tej wsi? — spytał pierwszy podróżny.
— Z tej — odpowiedział Ślimak.
— To wesele, co jechało, to do was jechało?
— Nie do nas, ino do dziedzica.
— No, no... A arendarz Josel jest w domu?