— Pewno jest, jeżeli nie pojechał za jakim szachrajstwem — odparł Ślimak.

— A nie słyszeliście, nie sprzedał jeszcze wasz dziedzic majątku? — odezwał się gruby głos z drugich sani.

— Po co ty to gadasz, Fryc!... — zgromił go siedzący z nim razem.

— Bo diabła wart cały ten interes — odpowiedział gniewnie gruby głos.

— Ehe, to oni!... — mruknął Ślimak, wpatrując się po ciemku w podróżnych.

Sanki pomknęły naprzód.

— Musi to stare zakony — rzekł Owczarz — bo jakoś kiepsko gadali i mają brody.

— Tamten przedni to zakon, ale te dwa to Niemce z Wólki — odparł Ślimak. — Pamiętam ich, bo mnie zaczepiały tego lata.

— Że u szlachty to nawet zabawy nie ma bez Żyda — mówił Owczarz. — Ledwie tamci pojechali, a już ten za nimi ciągnie.

— Jak dym za ogniem — dodał Ślimak.