— Bardzo ładnie — odparła pani, zasłaniając usta rączką.
— Goście powinni być zadowoleni.
— Tak sądzę.
Pan chwilę przedrzemał i znowu odezwał się:
— Wiesz, sprzedałem majątek.
— Komu? — spytała pani.
— Hirszgoldowi. Dał po dwa tysiące dwieście pięćdziesiąt rubli za włókę. Aaa!...
— Dzięki Bogu, że nareszcie stąd wyjedziemy — odparła pani. — Czy już wszyscy porozchodzili się?
— Już pewnie śpią. Aaa!... No, pocałuj mnie na dobranoc.
— Mam iść do ciebie? Ty mnie pocałuj. Takam zmęczona.