Hamer widząc, że kwestia staje się drażliwą, wyprowadził wachmistrza za tabor i udzielił mu pożądanych objaśnień, które go o tyle zadowolniły121, że wnet odjechał. Zalecił też czujność nad końmi i powtórzył, aby koloniści niemający pozwolenia nie trzymali broni.
— A dom prędko pan wybuduje? — zapytał wachmistrz na odjezdne.
— Za miesiąc powinien by już stanąć nasz folwark — odparł Hamer.
— Bardzo dobrze!... bardzo ładnie!... oblejemy go.
Od kolonistów wachmistrz udał się do dworu, gdzie piegowaty pełnomocnik Hirszgolda tak ucieszył się jego widokiem, że postawił butelkę krymskiego wina. Na pytanie jednak dotyczące kradzieży nie mógł dać żadnych wyjaśnień.
— Ja, panie — mówił Żydek — jakem usłyszał, że strzelają, zaraz złapałem do jednej ręki jeden rewolwer, do drugiej ręki drugi rewolwer i przez całą noc już nie zmrużyłem oka, tylkom się bał, że i mnie napadną.
— A pozwolenie ma pan na rewolwery?
— Jakżeby nie? Mam...
— Na dwa?
— Drugi jest zepsuty i ja z nim chodzę tylko od parady.