— Toś ty z tamtej chałupy, co za wodą?
— Jużci.
— Cóż tu robisz?
— Przyleciałem popatrzyć się na wasze nabożeństwo, ale te hycle wzięły mnie tarmosić...
Nagle umilkł i zaczerwienił się, widząc utkwione w siebie szare oczy córki bakałarza. Trzymała w ręku zaczętą szklankę piwa i zbliżywszy się, podała ją chłopcu.
— Przemokłeś — rzekła — napij się.
— Nie chcę!... — odparł Jędrek i znowu się zawstydził. Zdawało mu się, że tak pięknej pani nie można odpowiadać szorstkim tonem.
— Gdzieś ty tak przemókł? — spytała go ciekawie.
— W rzyce — odparł cicho. — Leciałem do was przez wodę.
— Więc napij się — nalegała, podając mu szklankę z piwem.