— Kiej upiję się... — odparł chłopak.

Wreszcie wypił, spojrzał na jej śniadą twarz i znowu tak się zaczerwienił, że dziewczynie smutny uśmiech przemknął na ustach.

W tej chwili odezwały się skrzypce i basetla. Do córki bakałarza zbliżył się w ciężkich podskokach Wilhelm Hamer i wziął ją do tańca. Odchodząc, jeszcze raz obrzuciła Jędrka tęsknymi oczyma.

Chłopcu zrobiło się coś dziwnego. Straszny gniew i żal pochwycił go za gardło i uderzył mu do głowy. Chciał rzucić się na Wilhelma Hamera i poszarpać na nim jego kwiecistą kamizelkę, to znowu myślał, że rozpłacze się na cały głos. Nagle odwrócił się, ażeby odejść.

— Idziesz? — zapytał go bakałarz.

— Jużci.

— Pokłoń się ode mnie ojcu.

— A ode mnie przypomnij, że ja na święty Jan odbiorę łąkę — wtrącił stary Hamer.

— Albo to wasza łąka? — odparł Jędrek. — Przecie tatuś wzięli ją od dziedzica w arendę...

— Oho, dziedzic!... — zaśmiał się Hamer. — My tu dziedzice, a łąka moja.