Żydkowi podobał się ten objaw pokory.
— Jedź, kochanku — rzekł — w tamtą stronę, gdzie wożą piasek i żwir, to może cię wezmą.
Chłop ukłonił się jeszcze niżej, siadł na wóz i okrążając kawał drogi przez wąwozy, dobił się do innego miejsca plantu, gdzie sypano olbrzymi wał z piasku. Tu zobaczył kilkadziesiąt furmanek, a między innymi wozy niemieckich kolonistów.
Dojrzeli go i oni, bo wnet znalazł się przy nim i Fryc Hamer. Wyglądał jakby dozorca.
— Skądeś się tu wziął? — zapytał gniewnie.
— Chciałem się i ja wynająć do roboty.
Niemiec zmarszczył brwi.
— Nic tu nie zarobisz — rzekł. Widząc zaś, że Ślimak ogląda się i czeka, poszedł do pisarza i chwilę z nim porozmawiał.
Teraz pisarz przybiegł do chłopa, już z drogi wołając:
— Nie trzeba furmanek! nie trzeba... I tych mamy za dużo... Nie masz tu co czekać, bo innym drogę zawalasz. Zjedź na bok!...