— Wola boska! — rzekł chłop i przez drogę szeptał pacierz. Niejasne przeczucie mówiło mu, że zaczynają się dla niego ciężkie czasy.
W kilka dni po rozmowie z bakałarzem Ślimak o wschodzie słońca został zbudzony przez Owczarza.
— Wstawajcie, gospodarzu! — mówił zadyszany parobek — wstawajcie i wyjdźcie, bo cosik koło rzyki zebrała się kupa ludu.
Ślimak zerwał się, przyodział i pędem pobiegł w jary, skąd dolatywały go jakieś głosy. Z kwadrans przedzierał się przez krzaki porastające wąwozy i góry, nim wydostał się na równinę. Tu, nad Białką, zobaczył gromadę kopaczów i taczkarzy, wozy kolonistów i wozy kilku gospodarzy ze wsi. Między nimi znajdował się Wiśniewski.
Ślimak przypadł do niego.
— Co się tu dzieje? — spytał.
— Mają stawiać groblę, a potem most nad Białką — odparł Wiśniewski.
— A cóż wy tu robicie?
— Najął nas Fryc Hamer do wożenia piasku, to i jesteśmy.
Teraz Ślimak dojrzał w gromadzie obu Hamerów: Fryca i starego, i podszedł do nich.