— Skądże by moje, kiedy to dworskie.
— No, tak — przerwał niecierpliwie brodaty — wszyscy wiedzą, że on siedzi na środku dworskich pól jak dziura w moście. Diabła wart cały ten interes.
— Zaczekaj, Fryc — uspokajał go stary. — Was, gospodarzu, dworskie pola ze wszystkich stron otaczają?
— Jużci tak.
— No, dosyć tego! — mruknął brodaty i pociągnął ojca do wózka.
— Bóg wam zapłać, gospodarzu — rzekł stary, dotykając ręką czapki.
— Och, jak ojciec lubi dużo gadać! — przerwał brodaty, gwałtem prowadząc go do wózka. — Z Wilhelma nic nie będzie, choćbyśmy mu dziesięć takich gór wynaleźli.
— Czego oni chcą, tatulu? — odezwał się nagle Stasiek.
— Jużci prawda — ocknął się chłop i zawołał: — Panowie! hej tam...
Starzec odwrócił głowę.