— No, Stasiek... Ino mi tak ślipiów nie wywracaj... No Stasiek... oprzytomnij... rozejrzyj się... nic ci nie zrobię... Magda, daj wody!...
— Ma on dość wody — mruknął Ślimak, wciąż trzymając syna na rękach.
Kobieta cofnęła się.
— Co jemu jest?... — pytała z rosnącym przerażeniem. — Czemu on taki mokry?
— Dopierom go z wody wyjął...
— Gdzie z wody?... — zakrzyczała kobieta. — Z rzyki?...
— Z tego dołka, co za górą — odparł chłop. — Wody tam po pas, ale jemu wystarczyła...
— On wpadł!... — jęknęła matka, chwytając się za głowę. — Więc co go trzymasz, stary?... Kiedy wpadł, to wylejcież z niego wodę. Maciek!... bierz go za nogi... Przewróćta go... O głupie chłopy!... Niemrawcy!...
Ale parobek nie ruszył się. Więc sama schwyciła chłopca za nogi i wydarła go ojcu. Stasiek zawisł głową na dół, rękami ciężko uderzył o ziemię, a z nosa popłynęło mu trochę krwi.
Teraz Owczarz wyrwał jej dziecko i ująwszy wpół zaniósł do izby na ławę. Za nim poszli wszyscy, z wyjątkiem Magdy, która kręciła się nieprzytomna po dziedzińcu i nagle z rozkrzyżowanymi rękoma poczęła biec do gościńca wołając: