— Utonął... — odparł chłop.

Jędrek z zaciśniętymi pięściami przyskoczył do ojca.

— Zwariowaliśta!... — krzyknął. — Przecie on u was siedzi na ręku...

I szarpnął Staśka za koszulę. Głowa dziecka opadła na wznak przez ramię ojca.

— Widzisz, że utonął... — szepnął Ślimak.

— Co wy gadacie! — krzyczał Jędrek — przecie on dopiero co był na podwórku!...

Chłop nie odpowiedział. Oparł znowu głowę Staśka na swoim ramieniu i, potykając się, szedł do chaty.

Przed sienią stała Ślimakowa. Jedną rękę oparła na niecce, drugą przysłoniła oczy i przypatrywała się idącym.

— No, a coście tam zmalowali? — zawołała. — Cóż to? Na Staśka znowu padło?... Nieszczęście nasze z tymi Szwabami i ich nabożeństwem!... Znowu coś na chłopaka padło...

Przystąpiła do męża i ująwszy Staśka za głowę, mówiła drżącym głosem: