— I... tak im coś do łba strzylo129 — odparł Ślimak.
— Bywaj! — wołano zza rzeki.
— Zawdy lećcie — nalegał parobek — bo ja z moją nogą nie nadążę, a tam cosik jest...
Ślimak pobiegł w stronę rzeki, a za nim kulejąc wlókł się Owczarz. Właśnie wstępował na wzgórze, kiedy dognał go Jędrek, pytając:
— Co się tam wyrabia?... Gdzie Stasiek?...
Uszu Owczarza doleciały z daleka jakieś wyrazy. Przystanął i usłyszał mocny głos wołający za wodą:
— Taki to u was dozór... Polskie bydło!...
Wtem na zboczu pagórka ukazał się Ślimak trzymający w objęciach Staśka. Głowa chłopaka spoczywała na ramieniu ojca, prawa ręka wisiała opuszczona bezwładnie. Z obu spływała brudna woda.
Ślimak miał sine usta i oczy rozwarte. Jędrek poślizgując się na błotnistym wzgórzu zabiegł mu drogę.
— Co Staśkowi, tatulu?... — zawołał przestraszony.