I nagle pocałował bakałarza w rękę.

— Ale już idźta stąd... On bez was, Niemce, zginął, mój Stasiek!... — wykrzyknął chłop. — Raz oczarowaliśta go, że ino zemdlał, ale teraz... użyliście takiej mocy, że mi utonął...

— Człowieku! — zawołał bakałarz — co ty mówisz?... Alboż my nie chrześcijanie, jak i ty?... Czy nie odżegnywamy się szatana i spraw jego, jak i wy?...

Chłop patrzył mu w twarz błędnym wzrokiem.

— A bez cóż on utonął?...

— Mógł się pośliznąć. Czy ja wiem?

— Woda w dołku jest tak płytka, że by z niej wyskoczył... Ino zamroczyło go wasze śpiewanie... Już go drugi raz zamroczyło... Nieprawda, Owczarzu?...

Owczarz kiwał głową.

— Może chłopiec miewał konwulsje? — spytał nauczyciel.

— Nigdy.