— Chybaby sprzedać z jedno?... — dokończył chłop.

Słowo padło. We dwa dni później Ślimak, zaszedłszy po okowitę do karczmy, coś napomknął Joselowi o krowie, a zaraz w poniedziałek przyszli do chałupy dwaj rzeźnicy z miasteczka.

Ślimakowa wcale z nimi nie chciała gadać, a Magda zaczęła szlochać. Wyszedł tedy na dziedziniec Ślimak.

— Ny, co to, gospodarzu — zaczął jeden z rzeźników — chcecie sprzedać krowę?

— Bo jo wiem...

— Która to, pokażcie ino.

Ślimak milczał, aż musiał odezwać się Owczarz:

— Już jak sprzedać, to chyba Łysą...

— Wyprowadźcie no ją — nalegał rzeźnik.

Maciek poszedł do obórki i po chwili wyprowadził nieszczęsną krowę. Zdawała się być zdziwiona, że ją wyciągnęli na dziedziniec w niezwykłej porze.