— Są złodzieje — szepnął Maciek. Jednocześnie rozległo się stąpanie, jakby dwu ludzi niosło ciężar.
— Na tu, na!... Na tu, na!... — przemawiali oni do Burka, który czując za sobą swoich panów nacierał coraz gwałtowniej.
— Weźmiemy się do nich — spytał Maciek Ślimaka — czy dać spokój?
— Kiej nie wiem, ilu ich jest — odparł Ślimak.
W tej chwili od kolonii Hamera zabłyszczało światło, a na gościńcu rozległ się tętent koni i krzyki:
— Łapaj! trzymaj!...
— Bywaj!... — zawołał Owczarz, a Ślimak wysunąwszy się za stodołę odezwał się:
— Hej, wy! coście ta za jedni?...
Teraz o kilkanaście kroków przed nim upadło na ziemię coś ciężkiego, a spośród ciemności odpowiedziano:
— Poczekaj, szwabski stróżu!... dowiesz się, co za jedni...