— Ale pieniądz za nią okrutny, co? — spytał gospodarz.

— Oho! ho!...

— Zawdy tyle warta, prawda, Maciek? — śpiesznie wtrąciła Ślimakowa.

— Oho! ho!...

Tyle powiedziawszy, Owczarz zaprowadził do obory krowę, która oglądając się, tak jakoś serdecznie na obie strony wywijała ogonem, że Ślimak nie mógł opanować wzruszenia.

— Wola boska — szepnął. — Spróbuję ją stargować...

I szedł ku drzwiom chaty.

— Józek — zatrzymała go żona — ino się nie rozgaduj i głowy sobie nowinami nie zaprzątaj. Myśl o tym, żeby co najwięcej utargować, a jak język zanadto ci się rozmajta, spoglądaj na mnie. Bo to twardy chłop, choć i ten Wojciech; sam sobie rady z nim nie dasz.

Ślimak w progu zdjął czapkę, przeżegnał się i wszedł do sieni. Ale serce trzęsło się w nim z żalu za pieniędzmi i z niepewności, czy chociaż aby rubla wytarguje.

Gość przy świetle kominowego ognia siedział w pierwszej izbie na ławie i ojcowskimi słowy upominał Magdę, ażeby była uczciwa, pracowita i słuchała swoich gospodarzy.