— A jużci — odparł chłop.
— Tamta? — dodał Fryc, pokazując ręką na wzgórze.
— Przecie ona.
— Nie lepiej to było nam sprzedać grunt?... — rzekł Fryc po chwili.
Chłop spuścił głowę i milczał.
Pomimo silnego ratunku stodoła spaliła się, z chaty jednak uratowano część ścian. Jedni z kolonistów zalewali wodą zgliszcza, inni otoczyli kołem Ślimaka i jego chorą żonę.
— Gdzież się teraz podziejecie? — zaczął znowu Fryc.
— Usadowimy się w stajni — odparł chłop.
Niemki szeptały między sobą, ażeby zabrać ich na folwark, a koloniści kręcili głowami, mówiąc, że choroba Ślimakowej może jest zaraźliwa. Fryc skwapliwie przyłączył się do tej ostatniej opinii i kazał chorą przenieść w półkoszku do stajni.
— Przyszlemy wam tu — rzekł Fryc — wszystkiego, co potrzeba, a potem zobaczymy...