— Niech Bóg wynagrodzi — odparł Ślimak i schyliwszy się, objął go za nogi.
Koloniści poczęli się rozchodzić. Fryc jedną z bab zostawił przy chorej, jednemu z parobków kazał przywieźć słomy dla pogorzelców, a Hermanowi szepnął, aby natychmiast jechał do Woli po młynarza Knapa.
— Dziś chyba skończymy z nim interes — mówił do Hermana. — Wielki czas!...
— Bez tego — odparł Herman, wskazując głową na zgliszcza — nie wytrzymalibyśmy do wiosny.
Fryc zaklął. Mimo to życzliwie pożegnał się ze Ślimakiem radząc, aby do żony sprowadził felczera, bo jest źle. Lecz gdy schyliwszy się nad chorą, rzekł:
— Ona jest całkiem nieprzytomna...
Ślimakowa, nie otwierając oczu, odparła dziwnie stanowczo:
— Aha... nieprzytomna, nieprzytomna!...
Fryc cofnął się zmieszany. Po chwili szepnął:
— Bredzi!... ma gorączkę...