— Jak to może być dwa?... Czyście wy słabi?
— Ni.
Żyd kręcił głową, spluwał i rozmyślał.
— Tak przecie nie może być — rzekł — a jak wy się nie ruszycie, to ja dam znać. Ino powiedzcie, do kogo pójść?
Ślimak milczał, ale krowa znowu ryknęła.
— Czego ono tak ryczy te bidło? — spytał ciekawie Jojna.
— Musi tego, że niepojone.
— To po coście ich nie napoili?
Chłop znowu nie odpowiedział. Żyd postał chwilę, wreszcie stuknąwszy się palcem w czoło, rzucił worek, laskę i spytał:
— Gdzie wy macie ceber, gospodarzu? Gdzie wiadro?...