— Księże proboszczu, w życiu bywają silniejsze dramaty niż na scenie.
On wówczas nie odpowiedział jej, tylko poczuł, że coś ścisnęło go za piersi. Ale dzisiaj, siedząc tu sam i rachując powolne kołatanie zegara, przyznawał, że w życiu bywają nie tylko silne, ale straszne dramaty. Cóż to za piekło kryć się przed samym sobą ze swoimi myślami!
Mocniej pociągnął fajkę i nagle drgnął.
Przywidziało mu się, że jego sutanna dotyka jedwabnej sukni.
— Jezu, zmiłuj się nade mną! — szepnął, odsuwając się od stołu. Ale jakkolwiek usiadł, zawsze widział zielonawe oczy i czuł palące dotknięcie jedwabnej sukni.
— Ach, żeby już prędzej wyjechać... Mróz otrzeźwi... Zresztą cały wieczór będę grał w preferansa...
Tak myślał i nie wierzył sobie. Wiedział, że kobiety zatrzymają go w salonie i że naprzeciw siebie zobaczy, jak zwykle, te dziwne oczy i melancholijną twarz, na której prawie wyrzeźbiło się zdanie:
— Księże proboszczu, w życiu bywają dramaty!...
Wtem zapukano do drzwi. Wszedł Jojna i skłonił się do ziemi.
— Dobrze, żeś przyszedł! — zawołał proboszcz. — Miałem właśnie posyłać do ciebie, bo zebrało się trochę garderoby do odnowienia.