— Co ma widzieć?
— Wszystko, wszystko... Niebo, nasze góry i was także widziała, jakeście chodzili za bronami...
— Śpij, dziecko, nie gadaj od rzeczy — uspokajał go Ślimak.
— Widzi, widzi, tatulu, sam przecie patrzyłem — wyszeptał i zasnął.
Ślimakowi było w izbie za gorąco. Rozmarzony, wywlókł się z chaty i jakby nie na swoich nogach zatoczył się do stodoły. Tu potknął się o Grochowskiego i po kilku próbach trafił do sterty słomy, gdzie utonął tak głęboko, że mu nie było widać nawet butów.
— Ale com krowę kupił, tom kupił — mruknął sobie na dobranoc.
IV
Na drugi dzień obudziło Ślimaka w stodole wołanie żony:
— Długo się ta będziesz wylegiwał?
— Albo co? — zapytał spod słomy.