W tej chwili Jędrek rzucił kamieniem na jakiegoś ptaka. Ślimak obejrzał się i smutne dumania nagle zmieniły kierunek.

„Co nie ma łąki wypuścić? — myślał. — Przecie on wie, że mu się nieraz robi szkodę i że jej nie upilnuje, choćby miał drugie tyle parobków. Z niego szlachcic mądry, oho! jeszcze jaki... I nawet dobry pan: prędzej sam straci, niżby kogo miał skrzywdzić... Niczego pan!...”

Wnet jednak nowa fala powątpiewań zalała mu duszę.

„Ale zawdy — myślał — on to rozumie, że będzie mi lepiej z łąką niż bez łąki. Zaś żadnemu panu nie jest miło, kiedy chłop ma się lepiej, bo przez to dworowi ubywa robotnika”.

Nowa zmiana w medytacji, bo oto Ślimak przypomniał sobie, że za dzierżawę może nie płacić gotówką, ale robotą.

— Jużci, że tak! — mruknął rozweselony. — Przecie mogę mu rzec: „Czy to ja u jaśnie pana nie robię albo czy kiedy robić przestanę?...” Inni gospodarze nie chodzą do dworu, tylko ja, więc czego miałby mi żałować kęsa łąki? Mało on wreszcie ma tych łąk, jak i każdego innego gruntu?... Ja zawdy będę chłopem i najemnikiem, a on panem, choćby mi nawet darował te dwa morgi, nie tylko wypuścił w arendę.

I znowu zanucił:

Zakukały kukaweczki

Na gruszy, na gruszy;

Powiadały sąsiadeczki,