Że ja najgłupszy, najgłupszy!

Ostatni wiersz wymruczał całkiem niewyraźnie, ażeby nie osłabić własnej powagi wobec dzieci.

Nagle zwrócił się do Staśka z zapytaniem:

— Cóż ty się tak wleczesz, jakby cię na stójkę pędzili, i nic nie gadasz?

— Ja? — ocknął się Stasiek. — Ja sobie myślę, po co my idziemy do dworu?...

— A może nie chciałbyś tam iść?

— Nie, bo czegoś strach...

— Czego ma być strach? Przecie we dworze ładnie! — ofuknął go Ślimak, ale i sam otrząsnął się, jakby go zimno owiało.

Wszelako opanował niepokój i zaczął wyjaśniać synowi:

— Widzisz, dziecko, jest tak. Wczoraj kupiliśmy od sołtysa krowę za trzydzieści i dwa ruble (chciał, para, trzydzieści pięć i srebrnego rubla za postronek! — ale jakem go wziął na rozum, tak opuścił). Zatem widzisz, synku, dla nowej krowy potrzeba siana i z takiej racji musimy prosić dziedzica, ażeby nam łąkę wypuścił w arendę. Teraz wszystko rozumiesz?