— Skosiłbym se trawę i zwiózłbym na podwórek. Niechby on szedł do mnie, nie ja do niego.
— A jakże byś ty śmiał kosić pańską trawę?
— Jaka ona pańska! Czy to dziedzic ją posiał albo czy łąka jest przy jego chałupie?...
— A widzisz, żeś głupi, bo łąka jest pańska, tak jak i wszystkie pola.
Wskazał ręką na horyzont.
— Jużci niby jego — odparł Jędrek — dopóki mu kto nie zabierze. Przecie ja wiem, że i wasze dzisiejsze grunta i chałupa były pańskie, a dziś są wasze. Tak samo z łąką. Co on lepszego, że chociaż nic nie robi, ma ziemi za stu chłopów?
— Ma, bo ma.
— A dlaczegóż wy tyle nie macie albo Grzyb, albo inny?
— Bo on jest pan.
— Dużo z tego! Żebyście wy, tatulu, ubrali się w surdut i nogawice wyciągnęli na buty, to by z was był także pan. Ale gruntu tyle, co on, nie macie.