— Mówię ci, żeś głupi! — oburzył się Ślimak.

— Ja jeszcze głupi, to prawda, bom się nie uczył. Ale Jasiek Grzyb przecie mądry, bo nawet pisał przy kancelarii. A co on gada? Gada, że musi być równość, a będzie wtedy, jak chłopi panom grunta zabiorą i każdy będzie miał swoje.

— I Jasiek głupi, bo jakby wszyscy mieli swoje, to by nikt u innego nie chciał robić. Jasiek świata nie poprawi. Niech lepiej patrzy, żeby ojcu pieniędzy ze skrzyni nie wykradał i po mieście nie latał od szynku do szynku. Mądry on dysponować cudzym. Moje oddałby Owczarzowi, pańskie wziąłby sam, ale swego nie wypuściłby z garści. Już niech se będzie, jak Pan Bóg miłosierny stworzył, a Kościół święty naucza, a nie jak chcą Grzybowie, stary i młody.

— Albo dziedzicowi dał grunta Pan Bóg? — bąknął Jędrek.

— Pan Bóg taki rząd postanowił na świecie, żeby nie było równości. Dlatego jest niebo wyżej, ziemia niżej — sosna wielka, a leszczyna mała, a trawa jeszcze mniejsza. Dlatego i między ludźmi jeden jest stary, drugi młody — jeden ojciec, drugi syn — jeden gospodarz, drugi parobek — jeden pan, drugi chłop.

Odetchnął zmęczony i ciągnął dalej:

— Ty se patrzaj, jak jest nawet między mądrymi psami, gdzie ich dużo chodzi po podwórku. Wyniosą z kuchni ceber pomyjów i zara do nich przyjdzie jeden najpierwszy, co jest najmocniejszy, i ten żre, a inne czekają oblizujący się, choć widzą, że on wyjada część najlepszą. Dopiero kiedy tamten podjadł sobie, aż napęczniał, idą drudzy. Każdy wsadza łeb ze swojej strony i żre, ile na niego przypadnie, nie swarząc się. Ale gdzie psy głupie, to zara wszyćkie lecą do cebra, drą się między sobą i więcej mają podartych pysków niż jedzenia. Bo albo ceber wywrócą i strawę rozleją, albo zawdy zdybie się jeden najmocniejszy, co ich odpędzi. On sam na takim gospodarstwie ma niedużo, a inni wcale nic.

Tak byłoby i ludziom, gdyby każdy ino patrzył drugiemu w gębę i wołał: „Oddawaj, boś zjadł więcej!...” Najmocniejszy rozpędziłby innych, a słabszy umarłby z głodu. Dlatego jest postanowienie boskie, żeby każdy pilnował swoich gruntów, a cudzych nie zabierał.

— A przecie już raz chłopom ziemię rozdawali.

— Rozdawali nie raz, ino dwa razy, i jeszcze może rozdadzą, ale po trochu i z uwagą, żeby każdy dostał to, co mu się należy, nie zaś żeby lada jaki chwytał, co mu się podoba. Tak postanowił Pan Bóg miłosierny, że na świecie musi być kolej i porządek.